Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Jeśli brwi często marszczą panie,

przy tym je także boli głowa,

wówczas nurtuje je pytanie:

Jak można męża wytresować?

 

Wiedzą - z kobiecych porad kątka,

z doświadczeń własnych, od mamusi,

że mąż ma w sobie coś z zwierzątka

- więc dać się wytresować musi.

 

Wszak - gdy smakuje mu obiadek,

lub gdy wieczorem światło zgasi,

słodziutko mruczy jak niedźwiadek,

albo jak kotek wciąż się łasi.

 

Gdy krew ze skaleczenia cieknie,

jako lew ranny głośno ryczy.

Nieraz - jak piesek coś odszczeknie

i wciąż chce zrywać się ze smyczy.

 

Zacietrzewiony nie na żarty

bywa, gdy ktoś na niego krzyczy.

Czasem jak osioł jest uparty;

niekiedy też się naindyczy.

 

Mijając, ładna go dziewczyna

tylko niechcący trąci bokiem,

a już snuć plany rozpoczyna

i małpim za nią wiedzie wzrokiem.

 

Gorzej, gdy się w praktykę zmienia

teoretyczne rozważanie;

z sielankowego rozmarzenia

życie się wkrótce cyrkiem stanie.

 

Zważcie więc miłe Panie słowa,

które mnie cisną się do głowy:

Jak nas poucza myśl Pawłowa,

zwierzę ma odruch warunkowy.

 

I wtedy w mężu - w odpowiedzi

na tresowanie chętka wzbiera,

by to zwierzątko, co w nim siedzi,

zaraz zmieniło się w tresera.

 

26.05.1999

 

 

 

 

Goście

Odwiedza nas 109 gości oraz 0 użytkowników.