Myśl nasza wraca do minionych dat,
w których wspomnienie z zadumą się splata.
Świat liczy sobie już tak wiele lat,
że życie tylko chwilą w dziejach świata.
Wśród wspomnień jawi się lipcowy dzień.
Jest w nim przysięga. Jest głębia radości,
na którą nie padł jeszcze troski cień.
I słychać GORZKO… rozbawionych gości.
Bezmiar uniesień. Strumień rwanych zdań.
Chcieliśmy widzieć siebie na cokole,
gdy księżyc wschodząc nad Beskidu grań,
podglądał gwiazdy kąpiące się w Sole.
A nasze skrzaty? Radosny ich głos
stroskanym duszom dawał ukojenie,
w czas, kiedy zmartwień dostarczał nam los,
wskazując role na życiowej scenie.
Szybko wyrosły. Mają własny świat,
własne marzenia, radości i troski.
W ich wieku jeszcze nie liczy się strat,
więc w Księdze Życia piszą złote głoski.
Ile przed nami znaczących coś dat?
A wokół krąży coraz więcej cieni…
Choć wiele było zachwytów i zdrad,
nadal idziemy razem ku jesieni.
Nie kolec zdobi różę, tylko kwiat.
Jaką wiadomość niosą nam te słowa?
Że już za nami jest pięćdziesiąt lat,
czy że zaledwie to wieku połowa?