12 odwiedzających,  1 dzisiaj

który nie tylko jest…

 

Jest w Krakowie pewien Marek.

To ta z niepoślednich marek

pośród braci – kolejarzy,

która uśmiech ma na twarzy.

Gdy mu depczą po odciskach,

piorun czasem w oku błyska.

 

Ktoś tu wątpi, że gość cacy.

Jest wszak przodownikiem pracy

– spora wiedza, doświadczenie…

By świat zmieniać – miał marzenie.

Teraz lęka się jednego:

by nie chciano zmienić jego.

 

Gdy relaksu czas poczuje,

popływa, lub poszusuje,

albo tuli swą gitarę.

Razem odśpiewają parę

strof, w tym takie, że w plecaku

ma na troski litr koniaku.

 

Osobowość różnoraka:

Kobyliński, coś z Kossaka,

gdyby mało było tego

Fałat obok Gierymskiego,

a między nimi się chowa

pokaźna dawka Rublowa.

 

Są więc w krajobrazie róże

i goście w karykaturze.

Niebo tną ułańskie lance,

przed Marszałkiem na kasztance.

A i nabożne ikony

tworzy, kiedy nawiedzony.

 

Jest ceniony. Jest lubiany.

Bywa czasem zatroskany,

gdy władzy „się nie opłaci”

dać coś kolejarskiej braci,  

by pomysł nie został w głowie.

 

Pewien Marek jest w Krakowie…

 

25.08.2010